Idąc za Wikipedią, 33,5 mln Polaków przynależy do Kościoła Katolickiego (obrządek łaciński). Między innymi także i ja za sprawą chrztu, który miałem niemalże zaraz po urodzeniu. Rodzice od samego początku wychowywali mnie w duchu katolickim, jednakże ze względu na masę zajęć związanych z ich pracą nie mieli czasu, abym razem z nimi chodził do kościoła na msze. Uczęszczałem zatem na nie sam, bądź też z bratem. Mimo wszystko teraz mogę o sobie mówić, że jestem „wierzący-niepraktykujący” (chociaż jak wiemy coś takiego nie istnieje. Zacząłem się zastanawiać: kimże więc jestem?
Jak się stałem tzw. „wierzącym-niepraktykującym” mimo odpowiedniego wychowania przez rodziców? Sam nie wiem. Z czasem zacząłem odnosić wrażenie, że chodzenie do kościoła, aby uczestniczyć we mszy to przymus i istna katorga, przez co starałem się tego unikać. Nie odnajdywałem wewnętrznej potrzeby uczęszczania, aby porozmawiać z Bogiem. Zatem gdzie tkwi problem?
Zacząłem się zastanawiać gdzie popełniłem błąd lub też kto ten błąd popełnił za mnie. W mojej dzielnicy funkcjonują dwie parafie. Przez niemalże cały czas uczęszczałem do tej, do której należałem i spotykałem tam różnych księży. Starzejący się proboszcz, nie potrafiący zachęcić młodych ludzi do zainteresowania się wiarą, kolejny ksiądz – około 30. – miły, sympatyczny z poczuciem humoru. Niestety – podczas prowadzenia modlitwy widać, że jest jakby to powiedzieć „księdzem-fanatykiem”. Kolejny, który nie umie zachęcić młodych do wiary w Boga. Był ksiądz Jarek – widać było, że to ksiądz z powołania, umiał zachęcić młodego człowieka do aktywnego uczestnictwa w życiu Kościoła, jednakże musiał opuścić parafię i przenieść się do innego miasta. Podobnie w przypadku księdza Marcina – ten z kolei przeniósł się do jednostki wojskowej. Gdziekolwiek nie pojadę spotykam takich księży, którzy zachęcić mnie nie potrafią.
Skoro nie istnieje „wierzący-niepraktykujący” zatem zacząłem przeszukiwać Wikipedię w poszukiwaniu odpowiedniej definicji.
Ateizm – pogląd odrzucający wiarę w istnienie wszelkich bogów. Ateizm tłumaczy zjawiska świata bez odwoływania się do przyczyn nadnaturalnych, a jako składnik refleksji filozoficznych, najczęściej łączy się z postawą racjonalistyczną i materialistyczną. – wikipedia.org
Ateista? Nie – to nie ja. Ja nie odrzucam tego, że Bóg istnieje.
Deizm – pogląd filozoficzny uznający istnienie Boga jako stwórcy świata materialnego (w rozumieniu duchowej siły sprawczej), lecz odrzucający przekonania religijne, w myśl których, Bóg ma moc ingerowania w życie człowieka i kierowania światem materialnym. Według deistów, o istnieniu duchowej siły sprawczej świadczy racjonalny porządek świata materialnego i stałość praw fizyki. – wikipedia.org
Deista? No to już bliżej. Uznaję istnienie Boga, jednakże nie zgadzam się z poglądem Kościoła na kilka spraw.
Być może nadszedł czas na zmiany? Może wprowadzić coś w rodzaju deklaracji w wieku 18 lat (przykładowo), czy faktycznie chcemy być członkami Kościoła? Nie nabijalibyśmy statystyk. ;)
Z tego, co się zorientowałem to ten problem nie dotyczy jedynie mnie – sporo spośród moich znajomych ma podobny problem i nie za bardzo wiedzą jak go rozwiązać. A co Wy byście mi doradzili? A może ktoś wie, jak fachowo nazwać moje poglądy na kwestie religijne?
Napisano 11 sty 2009 o godzinie 17:23 Dodaj komentarz » Kategorie: Ogólne
Może agnostyk?
Ale tak naprawdę nie wyjasniłeś nieco dokładniej, na czym polegają Twoje poglądy.
@Lanooz: ech – wiedziałem, że czegoś nie sprecyzowałem. Nie zaprzeczam istnieniu Boga, ale nie podzielam poglądu Kościoła na pewne sprawy -> np. zapłodnienie in vitro, czy też nic nie robienie w sprawie poczynań o. Rydzyka.
@klisiu: Czyli jakby to uprościć – wierzysz w Boga, ale nie wierzysz w Kościół?
@Michno: nie odrzucam wszystkich tez stawianych przez Kościół. Mimo wszystko nie biorę udziału w życiu religijnym. Coś a la postać Cezarego Baryki w „Przedwiośniu” pod koniec książki podczas marszu protestujących robotników.
Na każdym kroku widać, że Kościół potrzebuje zmian. Teraz wierni są, jakby to powiedzieć, bardziej dociekliwi. Nie przyjmują wszystkiego co się im mówi za prawdę (i bardzo dobrze). O tym co trzeba by zmienić pewnie można by napisać książkę, jednak najważniejsze jest to, że można nie być ani razu w kościele i iść do Nieba, nawet nie mając chrztu (tak mówi sam KK, chociaż nie za często ;)).
Pozdro
Jest taka deklaracja – bierzmowanie.
A z poglądem o in-vitro w czym się nie zgadzasz…? ;)
Ale jak wierzysz w Boga? Już wiemy, że nie uznajesz Kościoła, ale jak z resztą? Nawet wykluczając deizm nie powiedziałeś, czy zgadzasz się z ich poglądem, że Bóg stworzył świat, ale potem pozostawił nas sam sobie? Czy może wierzysz, że cały czas nad nami czuwa? A może nie wierzysz w Boga (tzn, nie modlisz się do niego, nie uznajesz go za swojego pana), ale uwazasz, że może gdzieś tam być?
Ciągle tylko o Kościele, a o najwazniejszym mało mówisz ;)
Oj Klisiu… Taki etap przechodzi każdy młody człowiek. Nawet ten bardzo związany z kościołem poprzez oazy itp. Tzw bunt młodzieńczy.
Też coś takiego miałem, ale jako że podobnie jak u Ciebie rodzice nie dali mi przykładu. Kazali chodzić, sami tego nie robiąc.
Około 10 roku życia omijałem kościół wielkim łukiem, ew. niby idąc na mszę a robiąc zupełnie inne rzeczy.
Dopiero na przełomie liceum/studia zacząłem nad tym myśleć, co takiego mi przeszkadza w chodzeniu do kościoła, jeśli co jakiś czas i tak rozmawiam z Bogiem.
W skrócie: ostatecznie uznałem wtedy, że nie uda mi się przebrnąć przez życie, zbudować szczęśliwej rodziny bez Boga i chodzenia do kościoła.
Niby kazania się powtarzają, czytania, ewangelia. Ale za każdym razem My mamy inny bagaż doświadczeń i patrzymy na to inaczej.
Co do jakiś zmian w KK uważam za zbędne, w tym jest siła że opierają swój byt na tradycji, nie poddają się presji chwili, bo „moda” na in-vitro, eutanazję, inne bzdety przemija.
Pozatym taki proboszcz na parafii jest tylko cząstką czegoś większego, i nie można przez jego pryzmat patrzeć na całość. Do kościoła nie chodzi się dla księży, ale dla siebie i Boga.
@marsjaninzmarsa: ostatnio na Trójce słyszałem audycję o tym, że ksiądz nie pozwolił ochrzcić dziecka z in vitro i nazwał osoby korzystające z tej metody mordercami.
@Lanooz: ostatnia opcja
Co do jakiś zmian w KK uważam za zbędne, w tym jest siła że opierają swój byt na tradycji, nie poddają się presji chwili, bo “moda” na in-vitro, eutanazję, inne bzdety przemija.
Pozatym taki proboszcz na parafii jest tylko cząstką czegoś większego, i nie można przez jego pryzmat patrzeć na całość. Do kościoła nie chodzi się dla księży, ale dla siebie i Boga.
Zgadzam się w 100%.
Cóż Klisiu, mógłbym napisać jeszcze kilka rzeczy, ale większość tych najważniejszych wymieniłem chyba podczas naszej rozmowy, więc po co się powtarzać? ;-)
@klisiu, to, że jeden ksiądz coś takiego powiedział, to nie znaczy, że cały RCC tak uważa. To tak, jakby powiedzieć, że wszyscy polacy to mordercy, bo jakiśtam Polak zabił Włocha za mp3.
Kk nie zabrania chrztu dla dzieci z in-vitro, moi krewni mają bliźniaki poczęte w ten sposób i jakoś ksiądz nie robił problemów. Wystarczyłoby pójść do sąsiedniej parafii i tyle.
A to, że zabija się przy tym kilkanaście embrionów, to inna sprawa. Bo przecież coś trzeba zrobić z produkowanymi nadmiarowo embrionami, więc po prostu się je zamraża. Co potem? Oficjalnie nie wiadomo, lecz niektóre źródła mówią o wykorzystywaniu ich w badaniach lub… do produkcji kosmetyków.
Mimo wszystko nie zgodziłbym się jednak z nazywaniem rodziców mordercami, bo ci najczęściej nie są do końca tego świadomi i są przekonywani przez lekarzy, że to jedyne rozwiązanie (ponieważ szpitalom bardziej się opłaca wykonać usługę za parenaście tysięcy, niż skierować na naturalne metody leczenia niepłodności). To tyle, przynajmniej jak na razie :)
@marsjaninzmarsa: albo bierze się wszystkie zasady katolicyzmu, albo nic.
Rozumiem ból małżeństw, które nie mogą mieć potomka z własnego ciała.
Ale jeśli ktoś się decyduje na in-vitro to nie rozumiem jakim prawem chce je chrzcić, jeśli już przy myśleniu o dziecku nie wychowuje się go w wierze katolickiej, a m.in. po to odbywa się ten obrządek.
Prawdą jest, że społeczeństwo wyrabia sobie opinię na dany temat poprzez szybkie, nierzetelne informacje w telewizorni lub w tabloidach pokroi Fakt czy SE.
Niewierzący mówi,że zabija się ileś tam embrionów, a katolik wyznający że człowiek jest od poczęcia wie że to jest ileś istnień ludzkich (w samym momencie połączeni się plemnika z komórką jajową powstaje nowy od DNA, tym samym nowe życie zupełnie inne od nas).
@matipl: a co z małżeństwami, które dopiero po fakcie zdały sobie sprawę, że zrobiły coś złego? Ich dzieci też trzeba pozbawić tego sakramentu, skazać na pokazywanie palcami, kiedy jako jedyne w klasie nie przystąpi do pierwszej Komunii Świętej…? Prawo do chrztu ma każdy człowiek.
Nie pisałem o tym, że Embrion to oczywiście też Człowiek, żeby uniknąć niepotrzebnej dyskusji, ale widząc, jak fajni ludzie tu wchodzą, chyba zmienię zdanie. Trochę Ci zazdroszczę czytelników ;)
ps: mała sugestia – nie dawajcie tego proszę na Wykop, wywiązała się już całkiem rzeczowa dyskusja, a wiecie jak działa „wykop efect” w przypadku wszystkiego, gdzie są jakiekolwiek możliwości komentowania ;)
No to bez wątpienia agnostyk. A jaki rodzaj agnostycyzmu (poznaczy, religijny, fillozoficzny) to doczytaj. Ja się w tym gubię ;)
@marsjaninzmarsa: poruszyłeś szczególny przypadek, którego przy tak małej wiedzy („parametrach” nt tego małżeństwa) nie rozważymy.
Człowiek powinien podejmować rozsądne decyzje, np. wziąć kredyt po wstępnym obliczeniu czy go stać, i po roku nadal będzie go spłacać, tak samo kwestia kupna samochodu, czy „zabiegu” jakim jest in-vitro. Ja po prostu mam taką mentalność, że lubię wiedzieć i nie podjąłbym się czegoś, np. usunięcia nerki gdybym nie wiedział jakie to ma skutki itp.
Poza tym, pomijając najważniejszą kwestię „śmierci innych embrionów/dzieci”, jest jeszcze kwestia, że poczęcie powinno odbyć się w sposób naturalny, czyli poprzez akt, a nie mechaniczne zapłodnienie. Co osoby na pewno wiedzą w takim wypadku, że nie dzieje się to w nich.
Rozumiem, że są różne osoby, nieraz jest takie pragnienie „własnego” dziecka, że to wszystko przyćmiewa.
Ja jestem zwolennikiem, aby w takim wypadku postarać się o adopcję. Mamy tysiące dzieci, których jedynym domem jest bidulec, niektóre będąc tam mając kilka tygodni, będąc noworodkiem. I tak naprawdę przez in-vitro, i inne wynalazki zabiera im się nadzieję, na normalny dom, ciepło rodziców, a tak naprawdę na normalne życie. Bo trzeba później, będąc dorosłym, mnóstwo samo zaparcia aby „takie dzieciństwo” nie miało negatywnego wpływu na resztę życia.
Jak dla mnie to całe in-vitro to wielka komercha, w końcu kosztuje kilkanaście tysięcy, bez gwarancji że się powiedzie… Z nastawieniem na JA, ja, ja… Te dzieci w sierocińcach też nie są niczemu winne, że „rodzice” wpadli, „rodzice” pili, „rodzice” bili…
Jeszcze prawo do chrztu…Aktualnie obrzęd to jest inny niż za czasów Jana Chrzciciela, i to rodzice przynoszą Nas do kościoła, abyśmy wstąpili do KK. W trakcie przyrzekają obiecać wychować w wierze katolickiej, a rok wcześniej poddając się zabiegu in-vitro. Widzisz ironię?
Wiem, że mnóstwo Polaków idzie i powtarza tekst, w ogóle nie przykładając uwagi do słów, które wypowiadają, tak samo rodzice chrzestni. Ale to nie nikogo nie usprawiedliwia, że przyrzekł…Ale takie czasy, że ludzie mają wszystkich poza sobą gdzieś…
@matipl: taki mały offtop mam wyszedł… Miało być o ateiźmie, i innych takich, a zeszło (weszło?) na in-vitro. ;)
Ja oczywiście jestem gotów kontynuować dyskusję, o ile autor bloga nie ma nic przeciwko – w końcu dostaje po każdym naszym komentarzu maila, a może lubi mieć porządek w inboxie? ;)
wracając do tematu, ja wcale nie próbuję usprawiedliwić in-vitro – po prostu na codzień rozmawiam z osobami, które mają odmienny pogląd na ten temat, więc naturalnie ja sam zaczynam mieć lekkie wątpliwości – i staram się je tu formuować – odpowiedzi, które dajesz, na pewno przyczynią się do poprawy mojej wiary, oraz ponownego ustabilizowania się mojego światopoglądu w tej kwestii, a może i wykorzystam je w rozmowie z tymi ludźmi? Tak czy siak, mówię to, co sam wiem o tej sprawie, staram się w miarę nie mieszać. ;)
co do adopcji – owszem, to dobra alternatywa. Tylko, czy wszyscy rodzice będą potrafili pokochać to dziecko jak „własne”? Czy wszyscy będą mieli dość odwagi, aby oddać większą cześć swojego życia komuś, z kim łączy ich „tylko” dobra wola? Na pewno nie. W takim razie, czy nie lepiej, żeby wychowali własne dzieci, zamiast adoptować te, których nie będą w stanie pokochać?
Żeby było jasne – nie mam nic do adopcji, moi rodzice przez 10 lat prowadzili Rodzinny Dom Dziecka, 2 lata temu zrezygnowali – przez urzędników, oraz absurdalne przepisy. Wszystkie dzieci albo się usamodzielniły, albo trafili do swoich naturalnych rodzin, skąd niestety, mimo idealnych warunków, niebawem i tak zostały zabrane. Wszystko dzięki kochanej machinie państwowej. Ale to już sprawa na oddzielny wpis na blogu…
Kolejne PS: Ale ciekawa rozpiętość tematyczna – od deizmu, przez in-vitro, po RDD ;)
@Lanooz: czytałem i szczerze powiedziawszy sam nie jestem pewien. :X
@matipl: co do bierzmowania – to trochę jest jak z pierwszą komunią. Działanie trochę pod presją otoczenia – „przecież wszyscy byli bierzmowani”. Szczerze? Nie zastanawiałem się nad religijnym znaczeniem tego obrządku – po prostu: przyjąłem, aby nie mieć później w przyszłości problemów z zawarcie związku małżeńskiego (wyszedłem z założenia, że z wiekiem zmądrzeję). ;)
@marsjaninzmarsa: wcale nie uważam Waszych komentarzy jako offtop – wręcz przeciwnie – nawiązuje one do moich przemyśleń w opisywanym przeze mnie temacie.
@klisiu: Ja na początku nie chciałem być bierzmowany, właśnie dlatego że nie wierzyłem. Nikt nie karze Tobie tego robić właśnie w tym wieku. Moja siostra (w Twoim wieku) np. nie przystąpiła do tego sakramentu.
A w związku z poprzednimi rozważaniami. Problemem jest (nie wiem czy tylko w Polsce) niedoinformowanie społeczeństwa, wszędzie mówi się tylko o antykoncepcji i in-vitro. A tak naprawdę na jedno i drugie są inne sposoby, bardziej naturalne, przez co nieprzynoszące takich zysków firmom farmaceutycznym.
Ciekawe artykułu, z 2 punktu widzenia:
- Jak wykonuje się zapłodnienie in-vitro
- Na niepłodność nie tylko in-vitro
Polecam przeszperać Gościa bo ostatnio dużo tam na ten temat (w taki sposób zacząłem czytać Gościa).
Warte też przeczytania perypetie par:
- http://www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1231456307&dzi=1104764436
- http://www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1231456615&dzi=1104764436
- http://www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1231456771&dzi=1104764436
Ja tak samo – nie przystępuję w tym roku do bierzmowania, razem z 30% klasy. Nie dlatego, że jesteśmy niewierzący – przeciwnie, tak katolickiej klasy w życiu nie widziałem ;)
po prostu czuję, że nie jestem jeszcze na tyle dojrzały, żeby zadecydować, czy chcę być w kk…
Co do Gościa Niedzielnego, to gorąco polecam. Szczególnie 4 ostatnie numery traktują bardziej o tej tematyce :)
Czy wszyscy będą mieli dość odwagi, aby oddać większą cześć swojego życia komuś, z kim łączy ich “tylko” dobra wola? Na pewno nie. W takim razie, czy nie lepiej, żeby wychowali własne dzieci, zamiast adoptować te, których nie będą w stanie pokochać?
A czy to, czy dany człowiek jest ukształtowany w taki, a nie inny sposób, to kwestia urodzenia…? „Na starcie” tak naprawdę jesteśmy takimi samymi ludźmi, mamy takie same możliwości; to, jakimi jesteśmy, zawdzięczamy wyłącznie naszym rodzicom i środowisku, w jakim się wychowujemy, a w późniejszym czasie – samowychowaniu…
rośliny uszlachetnia się przez uprawę, ludzi – przez wychowanie
Widzę, że nie tylko ja borykam się z takimi problemami. By zrozumieć wszystko, należy powiązać dyskusję z wieloma sprawami.
Podobnie jak Ty, nie odrzucam Boga lecz nie zgadzam się z wieloma sprawami, zwłaszcza dotyczących spowiedzi. Ksiądz jest człowiekiem takim jak ja, ma takie same pragnienia i mysli jak inni. Ma cele i plan na życie i gdyby nie celibat, to większość byłaby w małżeństwie. Zastanawiam się dlaczego ja mam mu się spowiadać z własnych grzechów, skoro on może to samo zrobić za chwile jutro za rok? Wolę spowiadać się przed ołtarzem, krzyżem i powierzyć to Jemu.
Tak jestem wychowany w duchu katolickim, jednak zawsze w domu miejsce na dyskusje nt. wiary, chociażby ostatnio przy okazji świąt w grudniu. Zauważyłem, że zaczynają mnie traktować poważnie, dzięki czemu czasami tęsknię za Kościołem i kościołem. Jedna godzina poświęcona przemyśleniom, z dala od Internetu, komórki, daje naprawdę dużo. Ale to musi być kościół skromny, mający klimat, niepowtarzalną historie. NIe wspomnę o wielkich typu Licheń, czy Światynia Opatrzności Bożej, bo nie zamierzam tam dostrzeć.
Chrzest, Komunia Św czy Bierzmowanie – tutaj nauka Kościoła musi sie zastanowić nad sensem. Chrzest jako tako rozumiem, daje przynalezność do określonej społeczności, Komunia Św.kojarzona jest z prezentami, jako tako z powszechną modą majowo-czerwcową, zaś Bierzmowanie to.. no właśnie czy ono jest? Przyjmujac ten dar, stajesz się żołnierzem Chrystusa, nieświadomie czy świadomie. Ale czy faktycznie młodzież gimnazjalna jest przygotowana na to?Wątpię, podobnie wątpliwości mam wobec grupy Licealno-technicznej. Kiedy? To już osobista decyzja każdego z nas.
In-Vitro jest tak samo kontrowersyjne co kwestia leczenia raka czy przeszczepy serc, nerek czy skóry. Wszystko zalezy od naszego położenia i stanu zdrowia. Jestem osobą niedosłyszącą, zaś moje nerwy słuchowe są bardzo upośledzone, nie na tyle by nie słyszeć muzyki, otoczenia. Szansa i przyszłość leży w bio-technologii, a doklanie przeszczepy komórek. Ale to już mało istotne, bo pogodziłem się z tym i zyję tak jak chcę.
W kwestii leczenia raka czy przeszczepów jest wiele kontrowersji i wszystko zależy od nauk Kościoła. Bo jeśli dane małżeństwo nie może mieć dzieci a szansa jedyna jest w in-vitro, to dlaczego zabrania Kościół tego?Podstawmy podobne myślenie w przypadku osoby cierpiącej na chore nerki, to wówczas Kościół (zalezy kto) chwali takią ofiarność i zachęca – bo człowiek człowiekowi pomaga… Gdzie tu logika?
Zadałem te pytanie księdzu na religii, a że to był ksiądz otwarty na dyskusję to często rozmamwialismy o seksie, o rodzinie, o stosunkach międzyludzkich. I wiesz co? nie potrafił mi odpowiedzieć, tylko dlatego że wśród społeczności klasowej była osoba która czekała na taki przeszczep.
Wszystko zalezy od nas, naszego podejścia do życia i pewnych spraw. Ale to wszystko z poszanowaniem ludzkich praw do własnych przekonań.
pozdrawiam
@bobiko:
Nie uznajesz Chrystusa, jeśli tak bardzo przeszkadza Tobie spowiedź przed księdzem, czyli posłannikiem Chrystusa, który kiedyś ludziom (swoim uczniom) dał dar odpuszczania grzechów.
W kościele luterańskim spowiadasz się w spowiedzi powszechnej bezpośrednio przed Bogiem.
In-Vitro jest tak samo kontrowersyjne co kwestia leczenia raka czy przeszczepy serc, nerek czy skóry. Wszystko zalezy od naszego położenia i stanu zdrowia.
Chyba nie przeczytałeś dyskusji wyżej. Co innego jest przeszczepić jedną nerkę, i dzięki temu żyją 2 osoby, a zabicie małych istnień.
Poza tym Kościół nie zabrania przeszczepów, czy leczenia osób chorych na nowotwory. Możliwe, że takie zdanie ma Radio Maryja (nie wiem) lub inna grupa ludzi i ludzie biorą to za zdanie całego Kościoła.
Przypomnę tylko, że całkiem niedawno (wrzesień 2007) polscy biskupi w jednym z listów duszpasterskich zachęcali, aby po śmierci przekazywać swoje organy do przeszczepów (trzeba słuchać i rozumieć co mówią, a nie spać na mszy).
Widać, że ksiądz niestety nie był w temacie…Ale cóż zrobić, w koło znajdę informatyków na stanowiskach, którzy zupełnie nie wiedzą co się dzieje w IT…
@Matipl
Widocznie mam wątpliwości czy jestem wyznawcą Chrystusa, czy nie. Wciąż próbuje ufać ksiedzom, jako tych wysłanych przez Niego.
Tak, przede mną spowiedź życia, ale to dopiero wtedy jak będę gotowy.
@bobiko: ja patrząc z perspektywy czasu, zawsze zlewałem te wszystkie sprawy. Coś tam się odezwało przed bierzmowaniem, ale spowiedź to była jakaś regułka…
Prawdziwa pierwsza spowiedź w życiu miała miejsce na pierwszym roku studiów.
@bobiko, mi Pierwsza Komunia Święta zawsze kojarzyła się z wielką sprawą, z radością, z oczekiwaniem na to, kiedy wreszcie będę mógł w pełni uczestniczyć w Ofierze Mszy Świętej. Rozumiem, że niektórzy rodzice niestety zatracają sens tego wydarzenia, co prowadzi do absurdalnej sytuacji, gdzie dzieci czekają nie na Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, a na ten obiecany skuter, czy laptopa. Do tego prowadzi przerost formy nad treścią…
Bierzmowanie jest swego rodzaju potwierdzeniem Chrztu. Bo o ile na ten ostatni nie mamy wpływu, to Bierzmowanie jest, a przynajmniej powinno być naszym świadomym wyborem. Wyborem równie ważnym jak ślub czy dzieci.
Ja zaś zaproponuję „najpiękniejszą rzecz po tej stronie nieba” – Mszę Trydencką. Tam czuje się obecność Boga.
See: http://pl.youtube.com/watch?v=4frzb-mre2Y
i http://pl.youtube.com/watch?v=mEdyIvvUJB0
Więcej informacji:
http://forum.krzyz.ota.pl/
http://sanctus.pl
Co zaś in – vitro łatwo i przystępnie od Cejrowskiego
http://cejrowski.pl/dziennik/index.php?id=56216530&subpage=6&show_all=
kazdy to w pewnym wieku przechodzi. Ja na szczescie przestalem chodzic do kosciola w wieku chyba 15-16 lat. Teraz kiedy mam 23 przechodzac obok kosciola w srodku dnia wchodze do niego aby usiasc w pustym kosciele i pogadac z NIM. Jakkolwiek go sobie nazwiecie. Ja go nie nazywam.. jest moj i wiem, ze moge z nim porozmawiac. Bez mszy, bez ludzi dookola. I to jest piekne poczucie wolnosci w swojej wierze.
Wydaje mi się, że agnostyk (po prostu) najlepiej rozwiązuje kwestię Twojego podejścia do sprawy (:
@Hadret: jak tak patrzę cały czas na info z Wikipedii nt. agnostycyzmu to dochodzę do wniosku, że to chyba cały czas nie jest to.
[...] ten jest częścią drugą mojego poprzedniego posta poświęconemu mojej wierze. Zastanawiałem się w nim kim jestem: deistą, czy ateistą. Lan podpowiedziała: a może [...]
Witam
Tak naprawdę wiele ludzi uznających się katolików tak naprawdę nie są katolikami to można powiedzieć jasno chodzą do kościoła itd. ale wcale nie przestrzegają 10 ,przykazań nie znam tylko jedną osobę , która nie uprawiała seksu przed małżeństwem, nie znam żadnej dziwczyny, któraby nie używała środków antykoncepcyjnych chociaż niektóre z nich to napraedę prawdziwe chrześcijanki. Zauważyłam że owszem chodzimy do Kościoła przyjmujemy sakramenty ale postepuje w życiu według naszych zasad. Czyyli tak naprawdę nie jesteśmy katolikamy nasza religia jest dla nas bardziej tradycją.
@Ela23: Co do wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej oraz antykoncepcji, to znam osobiście tak z 40, a z widzenia z 10 razy więcej osób, które przestrzegają w tej kwestii nauki Kościoła, ale wiadomo – kwestia środowiska. Ja należę do grupy Odnowy, rodzice są wierzący, mają wierzących znajomych, z których wierzącymi potomkami się spotykam…
Ale masz rację – takie osoby stanowią najwyżej 5% polskich ochrzczonych, większość ma to głęboko w poważaniu, i albo w ogóle wątpią, że Bóg istnieje/ma wpływ na nasze życie, albo nie uznają w tej kwestii autorytetu Kościoła, opierając się na obiegowych plotkach i własnych osądach (opartych na plotkach). Szkoda.


Łukasz Kliś - bloger, geek, uzależniony od muzyki, Mac user, stawiający pierwsze kroki w programowaniu, Gdańszczanin marzący o tym, aby w przyszłości zostać programistą. ;)



