Poolcamp #2 — wrażenia

Jak już wcze­śniej zapo­wia­da­łem, wybra­łem się na Pool­camp wraz z Tom­kiem, HaRym, Kalim, Har­ni­rem i Kam­bu­zem. Spóź­ni­łem się z 10 minut, a to oczy­wi­ście przez korki na Spa­ce­ro­wej [no bo jak­żeby ina­czej…]. Zapa­ko­wa­li­śmy się do samo­chodu Tomka i ruszy­li­śmy na Gdy­nię. ;-)

W gdyń­skim U7 cze­kali na nas już Kali & HaRy. Dałem znać w kasie, że poja­wił się skład, który zamó­wił dwa stoły bilar­dowe na 18:00. Zapła­ci­li­śmy, wzię­li­śmy bile i uda­li­śmy się ku naszym sto­łom bilar­do­wym. Dwa meble, sześć osób. Podzie­li­li­śmy się tak, że na jed­nym ze sto­li­ków grały dwa teamy dwu­oso­bowe, a na dru­gim stole była jazda solo.

Pierw­sza tura:

solo: Kli­siu vs Tomasz Topa
team: HaRy & Har­nir vs Kali187 & Kambuz

Druga tura:

solo: Kli­siu vs Har­nir
team: HaRy & Tomasz Topa vs Kali187 & Kambuz

Trze­cia tura:

solo: Kali187 vs Tomasz Topa
team: HaRy & Har­nir vs Kli­siu & Kambuz

I’m lazy…

Jako, że jestem troszkę leniwy, zna­la­złem inno­wa­cyjne roz­wią­za­nie dla leniw­ców takich, jak ja ;) Już nie musi­cie stać przy stole, gdy jest Wasza kolei. :->

Poolcamp - my innovative solutions...

A co potem?

Nieee, po godzi­nie gra­nia w bilarda nie roze­szli­śmy się do domów ;) No, może nie licząc Kaliego, ale jego wzy­wały obo­wiązki, także jest uspra­wie­dli­wiony :). Po U7 posta­no­wi­li­śmy wybrać się do jakiejś knajpy, aby coś zjeść, usiąść, poga­dać. XL Bur­ger, Kwa­drans, Pizza Hut, Sioux, Monte. W Kwa­dran­sie cze­ka­li­by­śmy pół godziny na nasze pizze, dla­tego HaRy zapro­po­no­wał wypad do Monte. Jak powie­dział, tak zro­bi­li­śmy — pierw­sze wra­że­nie? Bar­dzo przy­jemna knajpa, muzyka w tle, obsługa i przede wszyst­kim jedzenie.

Naje­dzeni i napici uda­li­śmy się wol­nym kro­kiem w kie­runku Skweru, gdzie odby­wały się tego­roczne Juwe­na­lia. Przy­szli­śmy zoba­czyć, jak się bawią stu­denci i posłu­chać troszkę Pawła Kukiza ;) Piersi i Kukiz wyszli dopiero po 23 na scenę, grali dużo, IMHO za dużo pio­se­nek ludo­wych — wyko­na­nie, jak naj­bar­dziej OK, ale bra­ko­wało mi i Kam­bu­zowi ich wła­snych pio­se­nek. Marze­niem naszym było, aby zagrali swój cover Para­no­ida [kawa­łek Ozzy’ego Osbourne’a] ;) — nie­stety, nie speł­niło się. Gdzieś w poło­wie kon­certu dopiero ukształ­to­wało się jakieś faj­niej­sze pogo w sek­to­rze po lewej stro­nie sceny — po pra­wej pogo cał­kiem nie­złe było od samego początku :P. Do domu odwiózł nas wszyst­kich Tomek, za co mu pięk­nie dziękujemy. ;-)

See you!

Zachę­cam Was bar­dzo gorąco: bierz­cie udział w impre­zach typu Pool­camp. Fajna zabawa, chwila spę­dze­nia wol­nego czasu za fire­wal­lem, de facto były roz­mowy stricte tech­niczne można by rzec — kom­pu­tery, Linux, programowanie.

Do zoba­cze­nia na kolej­nym meetingu. ;-)

Dodaj komentarz