Na początku roku szkolnego moja wychowawczyni zapytała się całej klasy, czy ktoś nie chciałby wziąć udziału w wymianie, tj. zapewnić zakwaterowanie i wyżywienie dla osób, które miały przyjechać. Zgłosiłem się bez chwili wahania, czego nie żałuję — wręcz przeciwnie. :)
Czas mijał, informacji o przyjezdnych nie było, jednakże na półtora tygodnie przed ich przyjazdem otrzymałem info, że mieszkać u mnie będzie 16-letnia Niemka. Wziąłem od nauczycielki adres e-mailowy do Carolin, napisałem, wymieniliśmy się numerami ICQ, przez co kontakt był bardziej… dynamiczny. Gadki-szmatki, pytania o miejsce zamieszkania, rodzinę, trochę o mnie — standard.
I tak oto nadszedł ten wyczekiwany dzień — 6. października. Na 830 musiałem pójść na rejestrację przedpoborową, a następnie około 1700 pojawić się na lotnisku, aby odebrać Carolin i Tobiasa z lotniska.
Pierwszego dnia się troszkę obijaliśmy ze względu na to, że Caro była zmęczona po podróży: jakieś tam zakupy, chwilę pogadaliśmy, pokazałem, co gdzie jest u mnie w domu i tak oto dzień pierwszy się zakończył. Przy okazji ojciec uświadomił mnie, że muszę mówić wolniej i głośniej, bowiem Carolin i Tobias mieli czasami problemy, aby mnie zrozumieć. :(
Drugi dzień był jednym z najbardziej aktywnych. Na 900 mieliśmy zajęcia w szkole [dżizas, cztery godziny angielskiego — katorga po prostu], tak więc wstać musieliśmy około 600. Byłem zaskoczony Carolin… w ciągu pół godziny była gotowa do wyjścia — respekt. W szkole siedzieliśmy do godziny 1300, a następnie udaliśmy się do Muzeum Bursztynu w Gdańsku, gdzie obejrzeliśmy wystawę bursztynów. Później pokazaliśmy inne zabytki, m.in.: Złota Brama, Dom Uphagena, Neptun, Dwór Artusa, Złota Kamieniczka, Kościół Mariacki, Zielona Brama & Żuraw. Po aktywnym zwiedzaniu, Carolin, Tobias, Mariusz i ja udaliśmy się do Green Way’a na jakiś obiad. Następnie poszliśmy do U7, aby pograć w bilarda przez blisko dwie godziny, a następnie około godziny 1900 byliśmy umówieni ze znajomymi pod gdańskim LOTem. Udaliśmy się na bilarda [wszyscy razem] na Suchanino do jakiegoś klubu bilardowego [cholera, nie pamiętam nazwy], gdzie spędziliśmy około półtorej godziny grając w bilarda na trzech stołach w dziesięć osób. Na pierwszym stole grali 1 vs 1, a na pozostałych dwóch 2 vs 2. Każda osoba/para, która przegrała frejma musiała pozbyć się jednej części swojego ubrania — gdyby nie koniec czasu, to Węgierka — Noemi musiała by biegać w staniku i spodniach. :P Na koniec dnia zaliczyliśmy szybki wypad do KFC i następnie mega zmęczeni wróciliśmy samochodem do domu.
Dzień trzeci zapowiadał się bardzo ciekawie, jednakże nie udało się nam zrealizować wszystkich planów, jakie mieliśmy przygotowane z innymi przyjmującymi gości na ten dzień. Na 830 musieliśmy się pojawić w szkole, bowiem czekał na nas autokar, który nas zabrał do Stoczni Gdańskiej na wycieczkę. Prezentacja w j. angielskim była bardzo ciekawa, padło kilka pytań ze strony nauczycieli przyjezdnych z zagranicy do prowadzącego spotkanie, a następnie poszliśmy obejrzeć remontowane statki. Podczas gdy nasz przewodnik opowiadał o tym, jak to statki się przerabia w Stoczni, jeden z niemieckich nauczycieli zwracał się do swojej koleżanki w ojczystym mu języku. Usłyszał to jeden z pracowników — standardowy kozaczek — który na brudnej szybie samochodu narysował swastykę, co zauważyli będący na wycieczce Niemcy. Po prostu mi brakuje słów na opisanie tego gorzej niż dennego zachowania przez tego młodego człowieka. Każdy obywatel Niemiec ≠ zwolennik Hitlera. Jak widać, pracownik ten był nieobecny na lekcjach historii z okresu II wojny światowej.
Wieczorem mieliśmy się udać na imprezę do jednego z gdańskich klubów, jednakże Carolin się rozchorowała, tak też musiałem ją wykurować.
Czwartego dnia musieliśmy pojawić się w szkole o godzinie 800, aby wziąć udział w lekcji IT, a następnie o godzinie 1300 odbyły się zajęcia techniczne — najfajniejsze zajęcia, jakie mieliśmy przez cały czas wymiany. ;)
Późnym popołudniem pojechaliśmy z Carolin, Tobiasem i Mariuszem do mojej kuzynki, gdzie Tobias zakupił naszyjnik i bransoletkę z bursztynu dla swojej mamy, a następnie pojechaliśmy do Sphinx’a w Gdańsku, aby zostawić tam Tobiasa i Mariusza oraz, aby pożegnać się z resztą ekipy. Porobiliśmy sobie trochę fotek ostatniego dnia, które zobaczyć możecie tutaj.
Następnie zabraliśmy z rodzicami Carolin do Sopotu na kolację oraz na Molo. ;)
Oto i nasza ekipa [niestety, ale nie ma na zdjęciu Kristofa i Staśka :(]

Wrażenia z wymiany? Ekstra! Dzięki wymianie poznałem mega fajnych ludzi oraz poćwiczyłem język angielski. ;) Ponadto ja jadę na wymianę do Danii pod koniec lutego 2009, a dostałem również prywatne zaproszenie od nauczycieli niemieckich do Luebecki kiedy będę chciał oraz zaproszenie od Carolin na Rock am Ring! :D


Łukasz Kliś - bloger, geek, uzależniony od muzyki, Mac user, stawiający pierwsze kroki w programowaniu, Gdańszczanin marzący o tym, aby w przyszłości zostać programistą. ;)



