Comenius 2008 — podsumowanie

Na początku roku szkol­nego moja wycho­waw­czyni zapy­tała się całej klasy, czy ktoś nie chciałby wziąć udziału w wymia­nie, tj. zapew­nić zakwa­te­ro­wa­nie i wyży­wie­nie dla osób, które miały przy­je­chać. Zgło­si­łem się bez chwili waha­nia, czego nie żałuję — wręcz przeciwnie. :)

Czas mijał, infor­ma­cji o przy­jezd­nych nie było, jed­nakże na pół­tora tygo­dnie przed ich przy­jaz­dem otrzy­ma­łem info, że miesz­kać u mnie będzie 16-letnia Niemka. Wzią­łem od nauczy­cielki adres e-mailowy do Caro­lin, napi­sa­łem, wymie­ni­li­śmy się nume­rami ICQ, przez co kon­takt był bar­dziej… dyna­miczny. Gadki-szmatki, pyta­nia o miej­sce zamiesz­ka­nia, rodzinę, tro­chę o mnie — stan­dard.

I tak oto nad­szedł ten wycze­ki­wany dzień — 6. paź­dzier­nika. Na 830 musia­łem pójść na reje­stra­cję przed­po­bo­rową, a następ­nie około 1700 poja­wić się na lot­ni­sku, aby ode­brać Caro­lin i Tobiasa z lotniska.

Pierw­szego dnia się troszkę obi­ja­li­śmy ze względu na to, że Caro była zmę­czona po podróży: jakieś tam zakupy, chwilę poga­da­li­śmy, poka­za­łem, co gdzie jest u mnie w domu i tak oto dzień pierw­szy się zakoń­czył. Przy oka­zji ojciec uświa­do­mił mnie, że muszę mówić wol­niej i gło­śniej, bowiem Caro­lin i Tobias mieli cza­sami pro­blemy, aby mnie zrozumieć. :(

Drugi dzień był jed­nym z naj­bar­dziej aktyw­nych. Na 900 mie­li­śmy zaję­cia w szkole [dżi­zas, cztery godziny angiel­skiego — katorga po pro­stu], tak więc wstać musie­li­śmy około 600. Byłem zasko­czony Caro­lin… w ciągu pół godziny była gotowa do wyj­ścia — respekt. W szkole sie­dzie­li­śmy do godziny 1300, a następ­nie uda­li­śmy się do Muzeum Bursz­tynu w Gdań­sku, gdzie obej­rze­li­śmy wystawę bursz­ty­nów. Póź­niej poka­za­li­śmy inne zabytki, m.in.: Złota Brama, Dom Upha­gena, Nep­tun, Dwór Artusa, Złota Kamie­niczka, Kościół Mariacki, Zie­lona Brama & Żuraw. Po aktyw­nym zwie­dza­niu, Caro­lin, Tobias, Mariusz i ja uda­li­śmy się do Green Way’a na jakiś obiad. Następ­nie poszli­śmy do U7, aby pograć w bilarda przez bli­sko dwie godziny, a następ­nie około godziny 1900 byli­śmy umó­wieni ze zna­jo­mymi pod gdań­skim LOTem. Uda­li­śmy się na bilarda [wszy­scy razem] na Sucha­nino do jakie­goś klubu bilar­do­wego [cho­lera, nie pamię­tam nazwy], gdzie spę­dzi­li­śmy około pół­to­rej godziny gra­jąc w bilarda na trzech sto­łach w dzie­sięć osób. Na pierw­szym stole grali 1 vs 1, a na pozo­sta­łych dwóch 2 vs 2. Każda osoba/para, która prze­grała frejma musiała pozbyć się jed­nej czę­ści swo­jego ubra­nia — gdyby nie koniec czasu, to Węgierka — Noemi musiała by bie­gać w sta­niku i spodniach. :P Na koniec dnia zali­czy­li­śmy szybki wypad do KFC i następ­nie mega zmę­czeni wró­ci­li­śmy samo­cho­dem do domu.

Dzień trzeci zapo­wia­dał się bar­dzo cie­ka­wie, jed­nakże nie udało się nam zre­ali­zo­wać wszyst­kich pla­nów, jakie mie­li­śmy przy­go­to­wane z innymi przyj­mu­ją­cymi gości na ten dzień. Na 830 musie­li­śmy się poja­wić w szkole, bowiem cze­kał na nas auto­kar, który nas zabrał do Stoczni Gdań­skiej na wycieczkę. Pre­zen­ta­cja w j. angiel­skim była bar­dzo cie­kawa, padło kilka pytań ze strony nauczy­cieli przy­jezd­nych z zagra­nicy do pro­wa­dzą­cego spo­tka­nie, a następ­nie poszli­śmy obej­rzeć remon­to­wane statki. Pod­czas gdy nasz prze­wod­nik opo­wia­dał o tym, jak to statki się prze­ra­bia w Stoczni, jeden z nie­miec­kich nauczy­cieli zwra­cał się do swo­jej kole­żanki w ojczy­stym mu języku. Usły­szał to jeden z pra­cow­ni­ków — stan­dar­dowy koza­czek — który na brud­nej szy­bie samo­chodu nary­so­wał swa­stykę, co zauwa­żyli będący na wycieczce Niemcy. Po pro­stu mi bra­kuje słów na opi­sa­nie tego gorzej niż den­nego zacho­wa­nia przez tego mło­dego czło­wieka. Każdy oby­wa­tel Nie­miec ≠ zwo­len­nik Hitlera. Jak widać, pra­cow­nik ten był nie­obecny na lek­cjach histo­rii z okresu II wojny świa­to­wej.
Wie­czo­rem mie­li­śmy się udać na imprezę do jed­nego z gdań­skich klu­bów, jed­nakże Caro­lin się roz­cho­ro­wała, tak też musia­łem ją wykurować.

Czwar­tego dnia musie­li­śmy poja­wić się w szkole o godzi­nie 800, aby wziąć udział w lek­cji IT, a następ­nie o godzi­nie 1300 odbyły się zaję­cia tech­niczne — naj­faj­niej­sze zaję­cia, jakie mie­li­śmy przez cały czas wymiany. ;)
Póź­nym popo­łu­dniem poje­cha­li­śmy z Caro­lin, Tobia­sem i Mariu­szem do mojej kuzynki, gdzie Tobias zaku­pił naszyj­nik i bran­so­letkę z bursz­tynu dla swo­jej mamy, a następ­nie poje­cha­li­śmy do Sphinx’a w Gdań­sku, aby zosta­wić tam Tobiasa i Mariu­sza oraz, aby poże­gnać się z resztą ekipy. Poro­bi­li­śmy sobie tro­chę fotek ostat­niego dnia, które zoba­czyć może­cie tutaj.
Następ­nie zabra­li­śmy z rodzi­cami Caro­lin do Sopotu na kola­cję oraz na Molo. ;)

Oto i nasza ekipa [nie­stety, ale nie ma na zdję­ciu Kri­stofa i Staśka :(]

Wra­że­nia z wymiany? Eks­tra! Dzięki wymia­nie pozna­łem mega faj­nych ludzi oraz poćwi­czy­łem język angiel­ski. ;) Ponadto ja jadę na wymianę do Danii pod koniec lutego 2009, a dosta­łem rów­nież pry­watne zapro­sze­nie od nauczy­cieli nie­miec­kich do Luebecki kiedy będę chciał oraz zapro­sze­nie od Caro­lin na Rock am Ring! :D

Komentarze (1):

  1. Adrianot 11.10.08 | #

    Jedź koniecz­nie na Rock am Ring :) super impreza.

Dodaj komentarz